<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	
	>
<channel>
	<title>
	Komentarze do: Ewa Świdzińska &#8211; Żywoty intymne	</title>
	<atom:link href="https://ownetic.com//2010/04/27/ewa-swidzinska-zywoty-intymne/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>https://ownetic.com/news/2010/04/27/ewa-swidzinska-zywoty-intymne/</link>
	<description>News</description>
	<lastBuildDate>Tue, 03 Nov 2015 14:56:07 +0000</lastBuildDate>
	<sy:updatePeriod>
	hourly	</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>
	1	</sy:updateFrequency>
	<generator>https://wordpress.org/?v=5.9.10</generator>
	<item>
		<title>
		Autor: Krzysztof Kwiat		</title>
		<link>https://ownetic.com/news/2010/04/27/ewa-swidzinska-zywoty-intymne/#comment-183062</link>

		<dc:creator><![CDATA[Krzysztof Kwiat]]></dc:creator>
		<pubDate>Tue, 03 Nov 2015 14:56:07 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">https://ownetic.com/news/?p=44536#comment-183062</guid>

					<description><![CDATA[To jest znana artystka jest moją idolką od której wiele się mogę nauczyć.Ma ciekawe pomysły i jest odważną piękną kobietą która wie dokładnie co znaczy sztuka.

Nie ma tu nic tak drastycznego aby sztuka była tylko dla widzów dorosłych. Sztuka ocenzurowana nie jest sztuką tylko okaleczonym, zniszczonym dziełem bez intencji przekazu autora.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>To jest znana artystka jest moją idolką od której wiele się mogę nauczyć.Ma ciekawe pomysły i jest odważną piękną kobietą która wie dokładnie co znaczy sztuka.</p>
<p>Nie ma tu nic tak drastycznego aby sztuka była tylko dla widzów dorosłych. Sztuka ocenzurowana nie jest sztuką tylko okaleczonym, zniszczonym dziełem bez intencji przekazu autora.</p>
]]></content:encoded>
		
			</item>
		<item>
		<title>
		Autor: Tomesz		</title>
		<link>https://ownetic.com/news/2010/04/27/ewa-swidzinska-zywoty-intymne/#comment-183060</link>

		<dc:creator><![CDATA[Tomesz]]></dc:creator>
		<pubDate>Tue, 03 Nov 2015 14:41:00 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">https://ownetic.com/news/?p=44536#comment-183060</guid>

					<description><![CDATA[Nie ma tu nic drastycznego wystawa powinna być skierowana dla widzów w każdym wieku.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Nie ma tu nic drastycznego wystawa powinna być skierowana dla widzów w każdym wieku.</p>
]]></content:encoded>
		
			</item>
		<item>
		<title>
		Autor: tadeusz skutnik		</title>
		<link>https://ownetic.com/news/2010/04/27/ewa-swidzinska-zywoty-intymne/#comment-15010</link>

		<dc:creator><![CDATA[tadeusz skutnik]]></dc:creator>
		<pubDate>Sun, 15 Aug 2010 06:49:04 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">https://ownetic.com/news/?p=44536#comment-15010</guid>

					<description><![CDATA[Wystawa fotograficzna (Sopo, PGS) „Oh no, not sex and death again!” z kolekcji Cezarego Pieczyńskiego, z ostrzeżeniem „tylko dla widzów dorosłych”. Słusznym – są tam sceny tak drastyczne, że lepiej żeby młodzież szkolna, grupowo prowadzana na różne wystawy, nie kaleczyła sobie nimi gałek ocznych. Chyba że opiekunowie, w tym również rodzice, zadecydują inaczej, a wtedy na własną odpowiedzialność biorą pokazywanie, jak różne choroby, czynności i pomieszczenia są tam zarejestrowane. 
Niby piękno i brzydota życia tam bowiem są, ale piękna niewiele, a jak już jest, to zbrzydzone. Niby miłość i śmierć, klasyczne tematy sztuki, ale jak już miłość, to w postaci (udawanej) kopulacji, za to wszechobecna śmierć, często ze stołu sekcyjnego. 
Prawie na pewno nie obroni się przed zarzutem pornografii niejaka (pseudonim) Natalia LL („Sztuka konsumpcyjna”, „Sztuka postkonsumpcyjna”), jak o jej fotografiach i fotografiach wyraźnie pozowanych, a nie dokumentacyjnych trzeba powiedzieć. Nie obroni się przed takim samym zarzutem David Lachapelle ze swoim „Facial. Beverly Hills” („sperma” ściekająca z pantofla na wysokim obcasie na twarz modelki) tudzież parę innych dam udających zboczone. Obroni się natomiast przed zarzutem obrzydliwej tanatografii - fotografią pośmiertną Victora Hugo - na pewno Nadar, no, ale on to XIX w. (1885), kiedy artyści fotografii po prostu dokumentowali życie. W ogóle udawanie, o ile nie jest wyraźnie sygnalizowane, a podszywa się pod dokumentalizm, któremu jakoby chce zaprzeczyć, podcina korzenie fotografii. Jest budowaniem na fałszu.
Powstaje wtedy zasadnicze pytanie: w imię czego mielibyśmy się dawać dręczyć obrazkom takich autorów, jak Józef Robakowski („videomasochizmy”), Zdzisław Beksiński („Gorset sadysty”), lalkom Hansa Bellmera, obrzydliwościom Katarzyny Kozyry („Karaski w wołowinie”), Andreasa Serrano, czy Damiena Hirsta, choć to przecież uznani artyści. Czemu miałbym przyglądać się wyniszczonemu przez anoreksję ciału „Marty” Andrzeja Dragana, choć – przyznam - przyglądałem się, bo jest w nim coś fascynującego i więcej mówiącego o dramacie współczesnej kobiety niż tony fotografii paryskich prostytutek. A czemu miałbym omijać jakoby kiczowate łono modelki Nobujoshi Arakiego w „Nostalgii”, rzeczywiście nostalgiczne, natomiast gapić się w rzeczywiście kiczowaty, ewidentnie udawany „Meat and Text” Huana Zhanga?
Oto róża Maurycego Gomulickiego. Pięknie. Ale… zbryzgana czymś w rodzaju spermy. Krytyczka zresztą nadinterpretowuje, powiadając „Piękna róża zalana została spermą”, czego autor przecież nie sugeruje („Cream Pie” może to być np. łagodzący krem po goleniu). Chyba jednak ci artyści nienawidzą piękna, albo takie dominuje na rynku przekonanie, że kto piękne rzeczy robi ten jest kiczman i ze sztuką nie ma nic wspólnego.
O, gdy w waginę wetknie jakąś sztukę biżuterii i jeszcze nazwie ”Tajemnica patrzy”, jak Alicja Żebrowska – wtedy możemy pogadać. Możemy; ja w końcu też znam parę mocnych słówek dla określenia tej części kobiecego ciała. To nie żadna tajemnica, nawet nie wagina (określenie dla nieletnich) opatrzona okiem 
 – jak chce ta sama krytyczka – lecz wagina z wciśniętą gałką od szafki kuchennej, ewentualnie może nocnej. W tym cała tajemnica.
Idę na rynek, aby kupować świeże owoce i warzywa. Nie stare, nadgniłe. Nie mam ochoty się nimi katować, może nawet struć. Widz może powiedzieć to samo: a po co ja mam tym brzydactwem sobie gałki oczne pruć. I omijać szerokim łukiem galerię, pędząc do skądinąd mi obrzydliwej galerii handlowej. I to jest problem współczesnej sztuki, również galerii, która chce się nią zajmować.
Dlatego z ogromną przyjemnością i odetchnieniem obejrzałem znakomicie wyeksponowane fotografie Ewy Świdzińskiej („Pieprzniczka”, „Panna”, „Koronczarka”, „Carmen”, „Madame Pompadour”) świadczące nie tylko o umiłowaniu piękna, ale i poczuciu humoru autorki. Najrzadszym z wartości oferowanych na tej wystawie. Już za samo „Croce”, w którym spotykają się i krocze przewiązane na krzyż („croce” to po włosku właśnie krzyż, choć na samej fotografii nie ma nawet włosa: wydepilowane), i słynny włoski teoretyk sztuki Benedetto Croce, i nadzwyczaj zwyczajne piękno, można panią pokochać, pani Ewo!]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Wystawa fotograficzna (Sopo, PGS) „Oh no, not sex and death again!” z kolekcji Cezarego Pieczyńskiego, z ostrzeżeniem „tylko dla widzów dorosłych”. Słusznym – są tam sceny tak drastyczne, że lepiej żeby młodzież szkolna, grupowo prowadzana na różne wystawy, nie kaleczyła sobie nimi gałek ocznych. Chyba że opiekunowie, w tym również rodzice, zadecydują inaczej, a wtedy na własną odpowiedzialność biorą pokazywanie, jak różne choroby, czynności i pomieszczenia są tam zarejestrowane.<br />
Niby piękno i brzydota życia tam bowiem są, ale piękna niewiele, a jak już jest, to zbrzydzone. Niby miłość i śmierć, klasyczne tematy sztuki, ale jak już miłość, to w postaci (udawanej) kopulacji, za to wszechobecna śmierć, często ze stołu sekcyjnego.<br />
Prawie na pewno nie obroni się przed zarzutem pornografii niejaka (pseudonim) Natalia LL („Sztuka konsumpcyjna”, „Sztuka postkonsumpcyjna”), jak o jej fotografiach i fotografiach wyraźnie pozowanych, a nie dokumentacyjnych trzeba powiedzieć. Nie obroni się przed takim samym zarzutem David Lachapelle ze swoim „Facial. Beverly Hills” („sperma” ściekająca z pantofla na wysokim obcasie na twarz modelki) tudzież parę innych dam udających zboczone. Obroni się natomiast przed zarzutem obrzydliwej tanatografii &#8211; fotografią pośmiertną Victora Hugo &#8211; na pewno Nadar, no, ale on to XIX w. (1885), kiedy artyści fotografii po prostu dokumentowali życie. W ogóle udawanie, o ile nie jest wyraźnie sygnalizowane, a podszywa się pod dokumentalizm, któremu jakoby chce zaprzeczyć, podcina korzenie fotografii. Jest budowaniem na fałszu.<br />
Powstaje wtedy zasadnicze pytanie: w imię czego mielibyśmy się dawać dręczyć obrazkom takich autorów, jak Józef Robakowski („videomasochizmy”), Zdzisław Beksiński („Gorset sadysty”), lalkom Hansa Bellmera, obrzydliwościom Katarzyny Kozyry („Karaski w wołowinie”), Andreasa Serrano, czy Damiena Hirsta, choć to przecież uznani artyści. Czemu miałbym przyglądać się wyniszczonemu przez anoreksję ciału „Marty” Andrzeja Dragana, choć – przyznam &#8211; przyglądałem się, bo jest w nim coś fascynującego i więcej mówiącego o dramacie współczesnej kobiety niż tony fotografii paryskich prostytutek. A czemu miałbym omijać jakoby kiczowate łono modelki Nobujoshi Arakiego w „Nostalgii”, rzeczywiście nostalgiczne, natomiast gapić się w rzeczywiście kiczowaty, ewidentnie udawany „Meat and Text” Huana Zhanga?<br />
Oto róża Maurycego Gomulickiego. Pięknie. Ale… zbryzgana czymś w rodzaju spermy. Krytyczka zresztą nadinterpretowuje, powiadając „Piękna róża zalana została spermą”, czego autor przecież nie sugeruje („Cream Pie” może to być np. łagodzący krem po goleniu). Chyba jednak ci artyści nienawidzą piękna, albo takie dominuje na rynku przekonanie, że kto piękne rzeczy robi ten jest kiczman i ze sztuką nie ma nic wspólnego.<br />
O, gdy w waginę wetknie jakąś sztukę biżuterii i jeszcze nazwie ”Tajemnica patrzy”, jak Alicja Żebrowska – wtedy możemy pogadać. Możemy; ja w końcu też znam parę mocnych słówek dla określenia tej części kobiecego ciała. To nie żadna tajemnica, nawet nie wagina (określenie dla nieletnich) opatrzona okiem<br />
 – jak chce ta sama krytyczka – lecz wagina z wciśniętą gałką od szafki kuchennej, ewentualnie może nocnej. W tym cała tajemnica.<br />
Idę na rynek, aby kupować świeże owoce i warzywa. Nie stare, nadgniłe. Nie mam ochoty się nimi katować, może nawet struć. Widz może powiedzieć to samo: a po co ja mam tym brzydactwem sobie gałki oczne pruć. I omijać szerokim łukiem galerię, pędząc do skądinąd mi obrzydliwej galerii handlowej. I to jest problem współczesnej sztuki, również galerii, która chce się nią zajmować.<br />
Dlatego z ogromną przyjemnością i odetchnieniem obejrzałem znakomicie wyeksponowane fotografie Ewy Świdzińskiej („Pieprzniczka”, „Panna”, „Koronczarka”, „Carmen”, „Madame Pompadour”) świadczące nie tylko o umiłowaniu piękna, ale i poczuciu humoru autorki. Najrzadszym z wartości oferowanych na tej wystawie. Już za samo „Croce”, w którym spotykają się i krocze przewiązane na krzyż („croce” to po włosku właśnie krzyż, choć na samej fotografii nie ma nawet włosa: wydepilowane), i słynny włoski teoretyk sztuki Benedetto Croce, i nadzwyczaj zwyczajne piękno, można panią pokochać, pani Ewo!</p>
]]></content:encoded>
		
			</item>
	</channel>
</rss>
