<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	
	>
<channel>
	<title>
	Komentarze do: Jak skończy się minipowieść Leopolda Tyrmanda?	</title>
	<atom:link href="https://ownetic.com//2015/12/08/tyrmand-wedrowki-i-mysli-porucznika-stukulki-konkurs-wydawnictwo-mg/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>https://ownetic.com/news/2015/12/08/tyrmand-wedrowki-i-mysli-porucznika-stukulki-konkurs-wydawnictwo-mg/</link>
	<description>News</description>
	<lastBuildDate>Tue, 28 Jun 2016 17:36:20 +0000</lastBuildDate>
	<sy:updatePeriod>
	hourly	</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>
	1	</sy:updateFrequency>
	<generator>https://wordpress.org/?v=5.9.10</generator>
	<item>
		<title>
		Autor: Krztsztof Rejmert		</title>
		<link>https://ownetic.com/news/2015/12/08/tyrmand-wedrowki-i-mysli-porucznika-stukulki-konkurs-wydawnictwo-mg/#comment-190897</link>

		<dc:creator><![CDATA[Krztsztof Rejmert]]></dc:creator>
		<pubDate>Tue, 28 Jun 2016 17:36:20 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">https://ownetic.com/news/?p=374426#comment-190897</guid>

					<description><![CDATA[Dalszy ciąg opowieści o poruczniku Stukułce, napisany przez panie Dyrlicę i Klein jest nieporozumieniem i należy go czytelnikom odradzać. Tyrmand chciał wyprawić swojego bohatera do Niemiec z pytaniem, co też takiego stało się z tym narodem. Autorki ten podstawowy fakt przeoczyły. W ich narracji Niemców w ogóle nie ma, poza dwoma dezerterami i w zakończeniu komendantem obozu. Gdzieś tam są, okupują, ale to tak, jakby mówiono o kosmitach. Zupełny brak nie tylko konstrukcji, ale sensu. Bohater wyjeżdża na roboty do Rzeszy, w chwili, gdy wojska niemieckie ciągną na wschód. Trafia jednak na Białoruś, a wkrótce potem wraca do Wilna wciąż okupowanego przez Rosjan. Czyżby podróż w czasie? Na dodatek Litwinka Aldona odzywa się doń śląską gadką. Ukrywający się w piwnicy Żydzi z zapasów szynek i innych rarytasów gotują tak wspaniale obiady, że czeka ich posada u proboszcza. W obozie koncentracyjnym jego pensjonariusze piją kawki i koniaczki, a przed sutym obiadem jeżdżą do muzeum oglądać wystawę Muncha. Taki fajny dowcip.
Cala opowieść to zbiór w większości ciężkawych wiców. W blogu, na którym autorki opowiadają o swoim pomyśle napisania tej książki jedna z nich mówi do drugiej: Puknij się w czoło i spójrz na chusteczkę, czy nie wysmarkałaś mózgu. To jest najtrafniejsza autorecenzja, jaką w życiu czytałem. Przygnębiające jest niechlujstwo wydawcy. Radziecki chłopiec denuncjator Morozow nie miał na imię Pietia, tylko Pawka. O ile autor może się pomylić, to redaktor ma obowiązek takie pomyłki wychwycić.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Dalszy ciąg opowieści o poruczniku Stukułce, napisany przez panie Dyrlicę i Klein jest nieporozumieniem i należy go czytelnikom odradzać. Tyrmand chciał wyprawić swojego bohatera do Niemiec z pytaniem, co też takiego stało się z tym narodem. Autorki ten podstawowy fakt przeoczyły. W ich narracji Niemców w ogóle nie ma, poza dwoma dezerterami i w zakończeniu komendantem obozu. Gdzieś tam są, okupują, ale to tak, jakby mówiono o kosmitach. Zupełny brak nie tylko konstrukcji, ale sensu. Bohater wyjeżdża na roboty do Rzeszy, w chwili, gdy wojska niemieckie ciągną na wschód. Trafia jednak na Białoruś, a wkrótce potem wraca do Wilna wciąż okupowanego przez Rosjan. Czyżby podróż w czasie? Na dodatek Litwinka Aldona odzywa się doń śląską gadką. Ukrywający się w piwnicy Żydzi z zapasów szynek i innych rarytasów gotują tak wspaniale obiady, że czeka ich posada u proboszcza. W obozie koncentracyjnym jego pensjonariusze piją kawki i koniaczki, a przed sutym obiadem jeżdżą do muzeum oglądać wystawę Muncha. Taki fajny dowcip.<br />
Cala opowieść to zbiór w większości ciężkawych wiców. W blogu, na którym autorki opowiadają o swoim pomyśle napisania tej książki jedna z nich mówi do drugiej: Puknij się w czoło i spójrz na chusteczkę, czy nie wysmarkałaś mózgu. To jest najtrafniejsza autorecenzja, jaką w życiu czytałem. Przygnębiające jest niechlujstwo wydawcy. Radziecki chłopiec denuncjator Morozow nie miał na imię Pietia, tylko Pawka. O ile autor może się pomylić, to redaktor ma obowiązek takie pomyłki wychwycić.</p>
]]></content:encoded>
		
			</item>
	</channel>
</rss>
