Mam wrażenie, że muzyka w swojej wszechobecności przestaje być warta wzmianki, że mniej osób ekscytuje się tym, że ktoś wychodzi i gra. Może potrzeba nam trochę rozdrobnienia, skromnej popularności na małą skalę, bez wykrzykników, skandali i nagłówków. Potrzebujemy, by publiczność poczuła, że jest częścią naszego krwiobiegu, że siedzi w tym z nami. Może wtedy wszyscy byliby zadowoleni.
Wielu osobom inne kultury kojarzą się głównie ze sztuką i muzyką etniczną, współczesne tendencje są mało znane i mało wyeksponowane. A my chcielibyśmy przełamać ten stereotyp myślenia i zaprezentować interesujące zjawiska związane z tym co otacza nas tu i teraz. Z tego względu postanowiliśmy nie ograniczać się do jednego gatunku, ale pokazać różnorodność współczesnej sztuki z kręgu Północnej Afryki i Bliskiego Wschodu.
Mimo galopującej komercjalizacji kultury ciągle są dość wytrwali i ambitni twórcy, którzy od lat proponują ciekawe, mniej populistyczne wytwory sztuki. I wbrew wszystkiemu, bez dodatkowego dofinansowania, spotykają się z tak dobrym odbiorem, że udaje im się przetrwać.
Cały czas trzeba podnosić świadomość, stopień wykształcenia, i szukać oryginalności, bo we wszystkich obserwowanych dziś działaniach muzycznych zauważamy kopiowanie wzorców artystycznych – czy to w jazzie, popie, czy w muzyce artystycznej. Widać absolutne podążanie za tym, co robią na zachodzie. Jest mało świeżych zjawisk, które mogą zwrócić uwagę właśnie ludzi z zachodu, z innych rynków muzycznych.
O ile jazz już w swej wczesnej fazie rozwoju został nobilitowany i podniesiony do rangi sztuki wysokiej choćby przez zainteresowanie, jakie okazywali mu kompozytorzy miary Ravela i Strawińskiego, o tyle rock do tej pory uchodzi za element kultury popularnej. Część krytyków twierdzi nawet, iż rock i muzyka klasyczna są jak ogień i woda – ze swej natury niemożliwe do połączenia i że istotą rocka jest prostota, a nawet swoisty prymitywizm.
W Polsce koniecznie chce się oddzielić tak zwaną niszę od mainstreamu, a tu niespodzianka. Powoli zaczyna się tworzyć zespoły grające pop na wysokim poziomie, z dobrym tekstem, elegancki, którego, jak się okazuje, szukają i doceniają słuchacze wielu różnych rozgłośni.
Nazywam się John Cale. Pochodzę z Garnant – małej osady górniczej w północnej Walii. Wraz z Lou założyliśmy Velvet Underground. Potem przestałem ukrywać się za nazwą zespołu. Napisałem piosenkę o tym, że strach jest najlepszym przyjacielem człowieka. Nie lubię oglądać się za siebie. „Nigdy nie pamiętam tego, co robię. Nigdy nie przejdę do historii.. Już stał się jej częścią.
Już na zdjęciach z czasów studenckich widać jego odmienność. Na przykład na tym, gdzie został uwieczniony w towarzystwie swego rówieśnika Stefana Kisielewskiego. Jowialne, roześmiane oblicze Kisiela kontra jego twarz – skupiona, prawie chłodna.
Mietall Waluś: Muzyka nie jest już dla młodych ludzi tak ważna jak kiedyś. Przede wszystkim z roku na rok spada na całym świecie sprzedaż płyt. Nawet jeśli jest jakiś dobry zespół, to nie ocenia się go tak, jak w latach 80-tych, 90-tych, tak jak wspominałeś. Myślę, że odpowiedzialne są za to media. Jeśli jest jakiś dobry, rock’n’rollowy zespół, to trzeba mieć odwagę mówić o tym i pisać.
Co o stanie polskiej muzyki mówi fakt, że najciekawsze płyty wydawali w 2012 roku debiutanci? Pewnie znacznie bardziej martwilibyśmy się, gdyby na scenie nie pojawiały się żadne nowe twarze, to prawda. Jednak z drugiej strony chcielibyśmy przecież, aby przynajmniej czasami starsze pokolenie jazzowych mędrców wydawało jakieś wyjątkowe nagranie.
Dwa muzyczne światy, wiek XX i XVII, odległe nie tylko o wieki, ale i pomysł na muzykę. Niemniej łączy je rzecz niezwykle umowna, subiektywna, uznaniowa: gust.