Jeśli na antologię spojrzeć pod kątem zróżnicowania tematycznego, to można albo podkreślać jej niezwykłe bogactwo albo podsumować krótko: dotyczy ona wszystkiego, co istotne dla człowieka XX wieku. Obok spraw ważnych historycznie, odnotowywanych w podręcznikach(strajk we Wrześni, zamach stanu, śmierć prezydenta, wydarzenia w stoczni), pojawiają się opowieści, które mają konkretną twarz – jest zatem tekst Hanny Krall o Annie Walentynowicz, jest też reportaż o Nikiforze, z którym miał okazję spotkać się i porozmawiać Janusz Roszko. Pojawiają się też opowieści o tych, których twarz byłaby dla nas zagadką, choć wydaje nam się, że o bohaterze wiemy wyjątkowo dużo. Są to najczęściej dość intymne opowieści – jak ta, która wyłania nam się ze zbioru listów od pewnej Zosi, przekazanych Janowi Bijakowi przez mężczyznę, który właśnie listownie poszukiwał idealnej kandydatki na żonę.

Są też teksty, które napełniają nas przekonaniem, że bohaterów znamy, rozpoznajemy w nich twarze ludzi, z którymi przyszło nam się zetknąć, o których plotkowano w naszej obecności, których historie wydają nam się podejrzanie dobrze znane. Takie wrażenie można mieć czytając na przykład tekst Edwarda Redlińskiego, który w Sądzie nieprzysięgłych kreśli portret nie tylko konkretnych osób, z którymi miał okazje spotkać się na sali sądowej, ale i problemów społecznych, których w Polsce w tamtym okresie (lata siedemdziesiąte), a pewnie i teraz, nie brakowało. Jest tu bowiem konflikt pokoleń i konflikt o majątek, przemoc domowa i alkoholizm, są alimenty, których ktoś nie chce płacić, a ktoś się ich domaga bez uzasadnienia… Sąd zresztą, jako miejsce akcji reportażu, powraca w antologii nader często – być może jest on, jak zauważa Irena Krzywicka, „jednym z najbardziej żywiołowych objawów zmysłu teatralnego ludzkości. (…) Ta właśnie wielomówność, jaskrawość efektów, kult słowa, to bezwiedne niejako zwracanie się do publiczności po zgodę – czyż to nie najczystsza forma teatralizacji życia?”[5].
Historii do swoich reportaży szukali autorzy w najróżniejszych miejscach. Jednym wystarczała wyprawa do pobliskiej kawiarni, inni udawali się na wieś, by oddać głos tym, którzy najczęściej bywali go pozbawieni, inni wyruszali w najodleglejsze zakątki świata. Niezależnie jednak od tego, gdzie los rzucił reportera, udawało mu się znaleźć coś, co przez konkretny przykład pozwalało opowiedzieć jakąś ogólniejszą historię. Już sama decyzja o tym, by ruszyć w świat, jest zresztą istotną częścią zawodu, bo jak pisał Goetel: „Pisarz odbywa tę podróż za wszystkich, którzy nie jadą. (…) Jest ich funkcją, ich możliwością, zrealizowaną w najdostępniejszy sposób”[6].
Niezwykle cennymi reportażami w zbiorze Szczygła są te, które dowodzą, że reporterzy przekraczają granice nie tylko geograficzne, ale przede wszystkim te mentalne, te, za którymi znajduje się „tabu”. W takich kategoriach można chyba myśleć zarówno o tekście Tadeusza Dębickiego, który o Kongo i czarnej ludności potrafił pisać (w 1928 roku) ze zrozumieniem godnym „tłumacza kultur”, jak chciał widzieć reportera Kapuściński. Wanda Wasilewska z kolei, zdecydowała się spędzić jeden dzień w Poradni Towarzystwa Świadomego Macierzyństwa, by zadać w końcu kluczowe dla tego tekstu pytanie: „Jakże wytłumaczyć tej drżącej z lęku uroczej dziewczynce, że jesteśmy bezradne, że nie możemy jej pomóc?”[7]. Jeszcze inną granicę przekraczała swoim reportażem Barbara Pietkiewicz, która w 1981 roku opublikowała drugi w polskiej prasie tekst o homoseksualistach. Jej Gorzki fiolet, jak pisze Szczygieł, miał tak wielkie znaczenie dla gejów, że niektórzy z nich przechowywali go w swoich archiwach.
Rozpoczynając przygodę ze 100/XX, można mieć wrażenie, że stąpa się po nierozpoznanym gruncie – nazwiska autorów budzą zdziwienie, podobnie rzecz się ma z samymi tekstami. Ostatnie rozdziały tej fascynującej antologii są już znaczenie lepiej rozszyfrowywane przez współczesnego odbiorcę. Prym wiodą, co chyba nikogo nie dziwi, reporterzy znani z „Gazety Wyborczej”, wychowankowie Małgorzaty Szejnert, o której Kazimierz Wolny-Zmorzyński pisał, że jest odnowicielką polskiej szkoły reportażu. Nie wszyscy jednak mieli szansę znaleźć swój tekst w zbiorze Szczygła. Redaktor, podkreślając swoje niezadowolenie z ograniczeń, przed jakimi stanął, wymienia jednak tych, których zmuszony był pominąć. Długa to lista i wypełniona wybitnymi autorami. Z tych, którzy działają do dziś, chciałoby się upomnieć chociażby o trzy panie: Annę Bikont, Magdalenę Grochowską i Magdalenę Grzebałkowską. Każdy czytelnik literatury non-fiction stworzyłby zresztą swoją własną listę… Pozostaje podzielać nadzieję Szczygła na to, że za jakiś czas pojawi się kolejny tom.
Tematy zaprezentowane w antologii odpowiadają charakterystyce przemian w polskiej szkole reportażu, którą w posłowiu prezentuje Kazimierz Wolny-Zmorzyński. Warto jednak odnotować, że wybory redaktora 100/XX bywają zaskakujące – nie wszystkich reporterów poznajemy dzięki ich najbardziej rozpoznawalnym reportażom albo tematom. Nic dziwnego – Szczygieł postawił sobie za zadanie, by „oczywistych” autorów reprezentowały teksty nieoczywiste. I choć zdarza mu się odstępować od tej zasady (najlepszym tego dowodem jest zamykający antologię tekst Wojciecha Jagielskiego), to należy jednak odnotować, że dzięki jego wyborom można mieć nadzieję na to, że wiele osób w znaczący sposób poszerzy swoją wiedzę o najlepszym polskim gatunku eksportowym, bo tak właśnie należałoby chyba myśleć o rodzimym reportażu.
- I. Krzywicka, Proces o zabójstwo tancerki, [w:] 100/XX. Antologia polskiego reportażu XX wieku. Tom 1. 1901-1965, pod redakcją M. Szczygła, Wołowiec 2014, s. 322.↵
- M. Szczygieł, Przeciętny reprezentant przeciętnego czytelnika, [w:] 100/XX…, dz. cyt., s. 453.↵
- W. Wasilewska, Jeden dzień w poradni, [w:] 100/XX…, dz. cyt., s. 349.↵
1 comment
Wspaniale się czyta. Jest tu wszystko- a to właśnie uwielbiam. Prawdziwa literatura faktu z krwi. Krwi, potu, łez, mięśni i kości. Szkoda, że…nie mieści się do torebki ;)
Comments are closed.