Mimo wszystko należy wierzyć filozofom, wbrew wielu zarzutom jakie pod ich adresem są kierowane. A to, że mnożą bez uzasadnionej potrzeby zdania i karkołomnie manipulują zwrotami, które, gdy im się wnikliwie przyjrzeć i dociekliwie przeanalizować, okazują się być bez sensu. A to, że bez umiaru tworzą relatywizm poznawczy. A to, że niepotrzebnie nakręcają spiralę pojęciowego absurdu, lubując się w wymyślaniu nierozwiązywalnych paradoksów.

Nie wiem. Może. Ale jakże miło na kartach opasłych ksiąg znaleźć potwierdzenie tego, co samemu się myśli.
U Kartezjusza, w jego pierwszych Medytacjach: „Muszę więc w jakiś sposób zaprzeczyć temu, co widzę, uznać to za nieprawdziwe”.
U Nietzschego, w Wiedzy radosnej, passus, że poznanie jest „użyteczną fikcją”; że nie jest reprezentacją, tylko kreacją.
W rozprawach Baudrillarda, iż kultura w jakiej obecnie tkwimy i jaką sami stworzyliśmy pozbawiła sensu, odbierając im dawne znaczenia, takie kategorie jak: prawda i fałsz, a co za tym idzie – prawdziwa rzecz i jej fałszywe przedstawienia.
Granice zacierają się. Wszystko się u-względnia.
Dlaczego więc nie być ekscentrycznym?
Dlaczego nie igrać z irracjonalnością?
Dlaczego nie stać się wyznawcą fetyszu anomalii?
Dlaczego odmawiać sobie rozkoszowania się apologią nieprawdziwości?
A zatem opowiadam się za dwoistością i binarnością, planując kolejne odstępstwa od normy i projektując nowe twory hybrydyczne.
Obce jest mi sekciarstwo, jestem zdecydowanie za skrajnym indywidualizmem.
Jeżeli sztukę rozumieć jako transcendencję i kompletną ułudę, nie dającą się uobecnić w dziele, to…
Jeżeli imaginatywna myśl nie może urzeczywistnić się w żadnym języku, to…
Jeżeli zanika pamięć ikoniczna, to…
… oczekiwania rozpływają się w nicość.
… artystycznym przedmiotom nie pomaga w formowaniu ich sensu nawet dodawanie im pojęć.
… z wyobcowania w świecie autoreferujących się znaków nie wyrwie nas sztucznie nakręcana hiperwidzialność.
*
Niniejszym tekstem rozpoczynamy publikację serii esejów Jerzego Olka. Zapraszamy do lektury również w następnych tygodniach.
Redakcja O.pl
2 comments
Cieszę się, że znalazłem ten artykuł…
Ostatni raz czytałem i oglądałem Pana prace w latach siedemdziesiątych – dla nastolatka były wówczas Pana twórczość i komentarz intygujące i inspirujące. Wydawało mi się wtedy, że zrozumiał Pan wszystko. Oczywiście ja prawie nic z tego nie rozumiałem.
Dzisiaj – po 40 latach – ucieszyło mnie Pana “zagubienie w rozumieniu” obrazu. To nie jest, broń Boże, “Schadenfreude”. Raczej dowód na to, że konsekwentnie i autentycznie poszukiwał Pan sensu obrazu. Ja też przeszedłem ciekawą drogę i mogę powiedzieć, że rozumiem Pana “nierozumienie”.
Jest taki psycholog amerykański, który ostatnio wprowadził pojęcie “wiedza osobista”. Jest to bardzo ważna konstatacja w czasach “personalizacji (rozdrobnienia) kultury”. Równie ważne wydaje mi sie to, co Pan odkrył: “osobista niewiedza obrazu”, która jest możliwą mądrością.
Pozdrawiam!
To jednak warto „wierzyć” filozofom – no ile trzeba przeżyć żeby dojść do wniosku że ciągle mamy do czynienia tylko z symbolicznymi osobistymi przedstawieniami – jak widać trzeba wiele czasu. Ale dobrze że jest to w ogóle możliwe. Fotografia nie jest sztuką jest opisywaniem jak nauka.
Rozumienie to domena sztuki i filozofii. Rozumienie do niczego nie służy tak jak sztuka i filozofia.
Comments are closed.