A czy „Na przykład…” w tytule oznacza, że prezentowane domy to przykłady do kopiowania?
Nie, absolutnie nie. „Na przykład” ma tu dwojakie znaczenie. Po pierwsze to przykłady, które można wymienić, ale one jednak nie wyczerpują tematu. Po drugie chcielibyśmy, żeby te domy stały się przykładami dobrego, mądrego myślenia o projektowaniu domów, a nie formami do kopiowania.

W sumie tych przykładów jest tylko dziewięć, selekcja musiała zatem być ostra. Jakie kryteria stały za wyborem tych, a nie innych projektów?
Wybierałyśmy domy, które są „mądre wśród pięknych” – to takie nasze robocze hasło.
Oznaczające?
Domy, w których forma znajduje się na końcu, jest dopiero ostatecznym rezultatem myślenia projektowego, a nie domy, w których architekt zaczyna od wymyślenia kształtu czy formy, która mu pasuje i którą chciałby dalej rozwijać. Wszystkie wybrane domy powstały w ten właśnie sposób: zaczęły się od rozmowy z inwestorem – przyszłym mieszkańcem (w przypadku domów własnych architektów ta rozmowa przybierała zapewne formę dialogu wewnętrznego), i bardzo dokładnego zdefiniowania potrzeb osób, które będą w nim mieszkać. Drugim czynnikiem było uważne przyjrzenie się otoczeniu, a przez otoczenie rozumiem zarówno to fizyczne – przyrodę, zastany kontekst architektoniczny, jak i bardziej abstrakcyjne – jak kontekst kulturowy. Dobrym przykładem jest tu Bolko Loft – zamieszkana ruina w Bytomiu, którą urządził Przemo Łukasik z pracowni medusa group. Ten budynek to wzór myślenia o domu, jako o miejscu, które jest wyrazem tożsamości mieszkańca, które nie wypiera się swojej tożsamości; nie jest zaimportowanym, pięknym obiektem wstawionym w jakąś przestrzeń, tylko po prostu sposobem na dostosowanie się do tego, co tworzy kulturę i tradycję danego regionu – w tym wypadku po prostu pokopalnianym budynkiem, który został zamieniony na dom.

Jeden z tych dziewięciu przykładów wydaje mi się mocno kontrowersyjny, jeśli chodzi o kwestie kontekstualne. Mam na myśli „Arkę” Roberta Koniecznego, która przez wiele osób odbierana jest wręcz jako gwałt na otoczeniu – dziwaczny statek kosmiczny, który wylądował w wiejskim krajobrazie.
Ten budynek rzeczywiście wzbudza kontrowersje. Jeżeli jednak pojechać w okolicę, w której stoi, to można zobaczyć, że większość sąsiadujących górskich zboczy jest zabudowanych domami – nie ma tu zatem mowy o żadnym „gwałcie” na przyrodzie. Jeżeli chodzi o jego wygląd, to jest on właściwie bardzo prostą interpretacją chałupy górskiej. Tradycyjnie zbudowana na podmurówce z kamienia, wykończona drewnem, posiadająca dwuspadowy dach i formę nawiązującą do, powiedzmy, stodoły – tutaj pojawia się w formie maksymalnie uproszczonej i przetworzonej przy pomocy materiałów charakterystycznych dla naszych czasów. Czyli zamiast kamienia – beton, a drewno – owszem, ale w postaci okładziny na ścianach wewnętrznych. Zachowana została forma dwuspadowego dachu i bardzo prosty kształt, czyli, krótko mówiąc, architekt zinterpretował górską chałupę i dostosował ją do estetyki naszych czasów.
W Szwajcarii, która jest krajem bardzo tradycyjnym, jeśli chodzi o pewne artefakty kulturowe, ale też bardzo progresywnym, jeśli chodzi o architekturę, w górskich rejonach jest bardzo wiele takich betonowych, prostych domów, które wyglądają właśnie tak, jakby wylądowały tam z kosmosu. Ale jest ich na tyle dużo, że ludzie się już chyba przyzwyczaili i doceniają nowe formy architektury oraz to, że ona jest coraz bardziej zgodna z tym, czym w ogóle się otaczamy; mówię o meblach, samochodach, przedmiotach użytkowych. To na pewno dobry temat do dyskusji i dobrze, że Pani o to pyta, bo też o to nam chodziło: żeby pokazać taki dom i zastanowić się nad nim wspólnie. Zresztą uważam, że każdy ma prawo rozmawiać o architekturze, a nie wyłącznie fachowcy, między sobą i hermetycznym językiem.
A czy uważa Pani, że w polskiej architekturze – domów jednorodzinnych, ale nie tylko – następują pozytywne zmiany?
Zdecydowanie tak, inaczej by ta wystawa pewnie w ogóle nie powstała. Tym razem pokazaliśmy akurat domy jednorodzinne, a to dlatego, że dom jest tematem bliskim i łatwo zrozumiałym dla każdego. Co nie znaczy, że za chwilę nie zajmiemy się innymi budynkami, na przykład użyteczności publicznej. To dopiero początek i prawdopodobnie wystawa „Na przykład” będzie ewoluować i mieć swoje mutacje w postaci edycji poświęconych innym typom budynków. Mamy wrażenie, że architektura jest jeszcze tematem zupełnie nieodkrytym w zakresie promocji polskiej kultury. Design już od paru lat jest bardzo skutecznie promowany przez polskie instytucje zagranicą i bardzo nas to cieszy. Uważamy, że najwyższa pora zająć się architekturą, w której dzieje się dużo ciekawego. Już parę lat temu odkryliśmy, że to temat w ogóle nieznany wśród widowni zagranicznej, a jesteśmy przekonani, że jest wart eksportowania i promowania. Stąd właśnie pomysł wystawy: żeby pokazać, wywieźć za granicę, pochwalić się, wypromować, rozpocząć rozmowę.

Przy okazji naszej rozmowy chciałabym też zapytać o działalność wydawniczą Centrum Architektury. W ubiegłym miesiącu Państwa nakładem ukazała się książka Kiedy katedry były białe Le Corbusiera, a już jutro [28 listopada] premierę będzie mieć pierwsze polskie wydanie wyboru esejów Adolfa Loosa pt. Ornament i zbrodnia.
Obydwie wspomniane przez Panią, a także kolejna, która ukaże się w grudniu, czyli Warszawa funkcjonalna [Szymona Syrkusa i Jana Chmielewskiego] to publikacje z serii „Fundamenty” czyli naszej najważniejszej marki wydawniczej, którą będziemy rozwijać, mam nadzieję, przez wiele lat. Wydajemy w niej najważniejsze teksty z zakresu teorii architektury, analizy, które zostały opublikowane na świecie, a nie zostały dotąd przetłumaczone na język polski – tak jak teksty Le Corbusiera czy Loosa. To taka wielka zaległość, której dotąd nikt nie odrobił, a my czujemy potrzebę zrobienia tego. I mamy bardzo dobry odzew, bo okazuje się, że te książki są u nas znane z cytatów, opracowań, a mało kto miał okazje poznać je w całości (bo czytanie ich w oryginale nie jest wcale takie łatwe). Jest więc na nie ogromny popyt i dzisiaj wypełniamy niszę na rynku.
W przyszłym roku planujemy wydanie kolejnych książek w serii, tym razem będą to teksty współczesne. Mam nadzieję, że uda nam się zdobyć dofinansowanie i plany dojdą do skutku.
Czy poza planami wydawniczymi Centrum Architektury szykuje jeszcze coś nowego?
Na pewno w przyszłym roku czas upłynie nam pod hasłem tournée wystawy „Na przykład”.
Kolejnym krokiem jest Wiedeń.
Tak. Myślimy też o kolejnych miejscach, ale może na razie nie będę mówić, póki nie mamy podpisanych umów. Naszym partnerom zagranicznym i nam bardzo zależy, żeby to wszystko się udało, bardzo liczymy tu na wsparcie polskich instytucji. Tym bardziej po tym, co wydarzyło się w tym roku, kiedy po raz pierwszy z ust tak wysokiego urzędnika państwowego, jak minister Radosław Sikorski, padły słowa, że polska architektura i myśl projektowa jest tym, czym powinniśmy się chwalić i co powinniśmy wykorzystywać do promocji zagranicznej. Jestem bardzo przywiązana do tych słów i liczę, że pójdą za nimi czyny ze strony odpowiednich instytucji. Również inicjatywa prezydenta Bronisława Komorowskiego ogłoszenia projektu ustawy o ochronie krajobrazu jest niezwykle ważna i mam wrażenie, że oczy wysokich urzędników wreszcie zwróciły się na architekturę. Bardzo bym chciała, żeby to się przełożyło na wspieranie takich inicjatyw, jak nasza wystawa – właściwie pierwsza tak starannie wyprodukowana, przewidziana pod kątem zagranicznego tournée.
Dziękuję za rozmowę.